Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 sierpnia 2013

Epilog

17 Lat później


********
Z córką mam bardzo dobre relację. Zaraz po porodzie, Harry i ja postanowiliśmy wziąć ślub, i tak oto tworzymy wspaniałe, kochające się małżeństwo, z którego mimo upływu lat nie uleciała ta wielka miłość, którą darzyliśmy siebie na początku związku. Oczywiście obydwoje wydorośleliśmy, jednak Harry nadal jest tym moim natrętnym zboczeńcem, którego pokochałam. Darcy ma już 17 lat, i bardzo przypomina mi mnie, kiedy byłam w jej wieku. Urodę odziedziczyła po ojcu. Ma piękne i przenikliwe zielone tęczówki, oraz burzę ciemnych loków na głowie. Obydwie jesteśmy dla siebie jak najlepsze przyjaciółki, z czego bardzo się cieszę, bo w końcu to jest marzenie każdej matki, a ja jako jedna z nich nie chciałabym aby moje dziecko czuło się odtrącone. Kocham ją w końcu całym sercem, i nigdy nie przestane. Mimo że dorasta, i ciągle mnie o tym zapewnia, ja czasem nadal traktuję ją jak małe dziecko. I choć wiem, że to jest złe, to nie mogę wybić sobie z pamięci chwili, kiedy pierwszy raz usłyszałam jej płacz, zobaczyłam jej uśmiech, albo choćby pierwszy raz zmieniłam pieluchę. Harry także świetnie sprawuję się w roli ojca. Jak każdy, często ją kontroluję, ale to jest tylko oznaką tego, że się o nią troszczy i chce dla niej jak najlepiej. Razem z zielonookim siedzieliśmy właśnie o 2 nad ranem na kanapie, wyczekując powrotu Darcy z dyskoteki. Bardzo się o nią martwiliśmy, i choć wiedzieliśmy, że kiedy wróci nie będzie zadowolona naszym widokiem, dla spokoju duszy musieliśmy poczekać. Siedzieliśmy tak jeszcze kilkanaście minut, aż wreszcie drzwi do mieszkania otworzyły się, przepuszczając w nich moją małą, przestraszoną córeczkę. Bez słowa usiadła obok mnie i mocno się we mnie wtuliła. Byłam nieco zdezorientowana, ale postanowiłam zapytać ją o co chodzi.
- Co się stało, kochanie? - Spojrzałam w jej oczy, które były wręcz kopią tęczówek Harrego.
- Nic.. - Wyszeptała. - nieważne. 
- Możesz nam powiedzieć, obiecujemy że nie będziemy się wtrącać. - Odwróciłam głowę, spoglądając znacząco na zaciekawionego męża.
- oh... - Zrobiła przerwę, jakby bijąc się z własnymi słowami.- Jestem prześladowana przez ekstremalnie przystojnego, za to groźnego chłopaka, który przed chwilą siłą odwiózł mnie do domu i umówiliśmy się na randkę.. znaczy ja nie mam wyboru, nie chce z nim wychodzić, ale wie gdzie mieszkam.. - z każdym słowem jej głos się obniżał, a twarz robiła się coraz bardziej czerwona. Spojrzałam znacząco na Harrego, na którego twarzy kształtował się szeroki uśmiech, a ja, walcząc sama ze sobą, aby mu nie zawtórować przygryzłam mocno wargę.  Widać historia lubi się powtarzać..
  
*******************************************************
Witajcie moje dzieci! Jak się domyślacie, to już koniec..  Proszę, aby każda osoba która to przeczyta ( nawet jeżeli będzie to 20 lat po dodaniu) zostawiła komentarz, bo chcę wiedzieć ile osób przeczytało to opowiadanie. ZAPRASZAM NA INNE MOJE OPOWIADANIA,  DO KTÓRYCH LINKI ZNAJDZIECIE W ZAKŁADCE ''MOJA TWÓRCZOŚĆ''

DZIĘKUJĘ ZA 30 TYSIĘCY WEJŚĆ! KOCHAM WAS! 
EDIT: (moja wypowiedź została zaktualizowana 2013-11-05, także NADAL odwiedzam to opowiadanie!)
EDIT: 24 GRUDNIA 2013r. Wesołych świąt, szczęśliwego nowego roku! 
EDIT: 28 STYCZNIA 2014r. Nie mogę uwierzyć, że dobijacie do 100 komentarzy! <3 Kocham was ♥
EDIT: 23 LUTY 2014r. PIOSENKA NR. 3 TO ZARA LARSON- UNCLOWER (Czy jakoś tak.) Piszę, bo już z 30 razy zadawaliście mi te pytanie, a ja nie wiem czemu nie mogę odpowiadać na komentarze :) Kocham i pamiętam 
EDIT: 20 KWIETNIA 2014r. wesołego jajka <3
EDIT: 8 LIPCA 2014r. Po rocznej rozróbie i Party hart blog zaczyna podupadać, ale przecież to musiało kiedyś nadejść, prawda? :) 
EDIT: 17 WRZEŚNIA 2014r.  Jak ten czas leci! :o 29 września blog będzie obchodził 1 rocznice! Jak na razie zapraszam was na ''It's nothing, Princess.'', czyli mojego kolejnego bloga. 
EDIT: 11 LISTOPAD 2014r. Wciąż czuwam! 
EDIT: 5 maja 2015r. Trochę przeraża mnie fakt, że pierwszy "edit", pojawił się  w 2013 roku. Ciągle jednak zaglądam na bloga, może bardziej przez fakt, że jest to moje pierwsze "dziecko" i nie potrafiłabym go tak po prostu opuścić, aczkolwiek nie zmienia to faktu, że czytam wasze komentarze i z chęcią odpowiem na ewentualne pytania. Przy okazji, zapraszam na kolejne opowiadanie: KING OF NIGHTMARES – Harry Styles Fanfiction
EDIT: 14 listopada 2015 r. 

Rozdział 30

- Co się dzieje, kochanie? - Spytał Harry, kiedy bez słowa skończyłam posiłek. Nie chciałam być nie miła, wiem że bardzo się starał, jednak  teraz byłam skupiona na jednej rzeczy. Na powstrzymywaniu łez, które same cisnęły mi się do oczu. Możliwe, że jestem gotowa na dziecko, jednak na pewno nie, jeżeli miałabym zostać z nim sama. Wiem że Harry mnie kocha. Ale czy jest zdolny pokochać dziecko? A nawet jeśli, to czy sobie poradzimy? Zawszę pragnęłam mieć szczęśliwą rodzinę. Ale czy w tak młodym wieku? Nie sądzę. Moją jedyną nadzieją jest to, że badania były błędne, a ja wciąż jestem szczęśliwą.. nastolatką? Czy ja nią jeszcze jestem? Na pewno się tak nie zachowuję. Dorosłam, ale..czy do tytułu matki? Milion pytań i ani jednej odpowiedzi. To mnie właśnie przeraża.
- Po prostu źle się czuję. Przepraszam. - uśmiechnęłam się sztucznie, czego mam nadzieje nie zauważył.
  
                                                        ◘◘◘

milion testów. Każdy pozytywny, oczywiście jak dla kogo. To pewne, jestem w ciąży. Przede mną stoi teraz najtrudniejsze jak na razie zadanie. Harry. Muszę mu powiedzieć. Dzisiaj. Nie wytrzymam kolejnej bitwy z myślami, a mam nadzieje że od niego dostanę wsparcie. Jest też inna wersja. Może odejść. Nie zabronię mu tego, nie mogę. Jego szczęście jest ważniejsze od mojego, a poza tym, jego szczęście jest moim szczęściem. 
- Naleśniki czy gofry? - Usłyszałam zachrypnięty głos, wchodząc do kuchni. 
- Emm.. naleśniki. - Wybełkotałam. - Harry?
- Tak?
- Kochasz mnie? - Nigdy nie zadałam mu tego pytania, ale dziś coś mnie podkusiło.
- Oczywiście kochanie, przecież wiesz. 
- A..a zawsze będziesz przy mnie? - Zadałam kolejne pytanie.
- Selena! Co się dzieje? Jasne że przy tobie będę! - Usiadł koło mnie, całkowicie ignorując śniadanie, za które miał się wziąć. 
- N.. na pewno? - Szepnęłam, dławiąc się łzami, nad którymi już nie panowałam. 
- Co się dzieje? - chłopak zignorował moje pytanie. Jego mina wyrażała jedynie zmartwienie. 
- Ja.. ja.. nie mogę ci powiedzieć! - Rozpłakałam się jak małe dziecko i wstałam od stołu. - Nie mogę! Bo odejdziesz! Wiem że odejdziesz! - Chłopak także wstał od stołu i bez słowa mnie przytulił. Szlochałam w jego ramie już kilka minut, a żadne z nas nie odważyło się odezwać.
- Nigdy nie odejdę słonko, nawet tak nie myśl. - Wyszeptał. Mijały minuty, a ja nadal się nie odzywałam. Przecież muszę mu powiedzieć. Nie jestem tchórzem!
- Harry.. jestem w ciąży..- Powiedziałam to na tyle cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał. Jakaś część mnie miała nadzieje  że jednak nie.
- C.. co? - Harry oderwał mnie od siebie i kładąc ręce na moich ramionach popatrzył mi w oczy.
- Nie każ mi tego powtarzać.. proszę.. - Chłopak zaniemówił. Już od kilku minut staliśmy w ciszy, aż w końcu postanowiłam ją przerwać. - J.. ja.. odejdę Harry. Nie chce cię obciążać, przepraszam. - Samotna łza spłynęła po moim policzku, kiedy przekraczałam próg pomieszczenia. Coś jednak nie pozwoliło mi wyjść. Harry przyciągnął mnie do siebie tak, że wpadłam w jego ramiona. 
- Nigdzie cie nie puszcze. Poradzimy sobie. - Wyszeptał. Widać było że chce mnie pocieszyć. - Wiesz, nie wyobrażam sobie ciebie z wieeelkim brzuchem.. - Wyszeptał, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopak dotkną okolicę mojego pępka, tak jakby szukał tam jakiegoś potwierdzenia.
- Zostaniesz? Zostaniesz ze mną?- Spytałam, i zacisnęłam mocno oczy, czekając na odpowiedź. 
- Oczywiście. Stało się, nie będziemy żałować. 
- A.. ale wszystko się skończy! - Oderwałam się od niego.- Imprezy, zabawa, wszystko!- Wykrzyczałam mu w twarz, tak jakby to on był sprawcą tego wszystkiego. Bo był, ale ja także. 
- Źle na to patrzysz, kochanie. - Uśmiechnął się delikatnie, świdrując swoimi zielonymi tęczówkami moje. - Wyobraź sobie, że za 9 miesięcy, na świat przyjdzie mała Darcy. Będzie nasza, będzie potwierdzeniem naszej miłości. 
- Darcy?
- Tak.
- Ale to będzie chłopiec.
- Nie. To będzie dziewczynka kochanie. 
- Ale ja jako matka czuję że to będzie chłopiec. - Uśmiechnęłam się.
- Cokolwiek pozwoli ci zasnąć w nocy, słonko. Ja i tak wiem swoje. - Uśmiechnął się przebiegle a ja się zaśmiałam. - Kocham cię, zawszę będę. Poradzimy sobie, nie martw się. 
- Też cie kocham. - Uśmiechnęłam się, a mój zły humor wyparował gdzieś ze łzami. - Ale to będzie chłopak, przykro mi. - Teraz oboje wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Już wyobrażam sobie Harrego jako tatusia. A najbardziej jako tatusia, zmieniającego pieluchy, bo ja nie zamierzam tego robić. Nasza miłość przetrwa wszystko, bo jest prawdziwa i bezgraniczna. Zawieszając ręce na szyi chłopaka delikatnie wpiłam się w jego usta  tak, jakby miał być to nasz ostatni pocałunek. Przelałam na niego całą swoją miłość, nadzieję i.. szczęście. 

                                                     ♥ KONIEC ♥

◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘◘

Cześć kochani :) Zaraz pojawi się epilog, więc czekać!

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 29

                                        Tydzień później

Już od dłuższego czasu nie czuję się najlepiej. Reszta wakacji nie minęła mi zbyt dobrze, ponieważ przez okropne mdłości musiałam siedzieć w hotelu. Od razu po powrocie do Londynu, bo jak się okazało mam zamieszkać w nim z Harrym  (co z tego że mam 18 lat i powinnam sama decydować o swoim życiu, lepiej decydować za mnie, bo po co?) postanowiliśmy wybrać się do szpitala na badania. Podejrzewaliśmy, że jeszcze na Hawajach czymś się zatrułam, lub po prostu tak działały na mnie lokalne płyny, ale nawet picie butelkowanej wody nie pomagało. Wciąż wymiotowałam, co najmniej 2 razy na godzinę. Dalsze odwlekanie tej sprawy mogło by spowodować odwodnienie, więc nie było na co czekać. Siedziałam teraz w szpitalnej poczekalni, czekając aż starsza pani wyjdzie z gabinetu. Harrego ze mną nie było, bo musiał załatwić jakieś ''swoje sprawy'' (dla świętego spokoju wolę nie wnikać) więc nudziłam się tu sama. Po paru minutach staruszka wolnym krokiem przekroczyła próg pomieszczenia lekarskiego, więc usłyszawszy ciche '' proszę'', ze strony lekarza weszłam do środka. Gabinet wyglądał jak w zwykłej, polskiej przychodni, do której uczęszczałam mając zaledwie kilka lat. W tedy moja rodzina była w całości, bez zbędnych szwendaczy, którzy mają się za jednego z mich rodziców. Bez zbędnego zwlekania opowiedziałam mężczyźnie co mi dolega, a ten, jak na lekarza przystało, zrobił mi kilka badań, w tym pobrał krew i mocz, więc śmiało mogę przyznać że trochę już tu przesiaduję. Chwilę temu wyszedł, aby dać je do analizy, więc postanowiłam bezpłciowo poczekać na stołku, bo cóż innego miałam do roboty? Ogarniał mnie coraz większy lęk. Głównie przed tym, że człowiek potraktował te badania bardzo poważnie. To przecież nic takiego.. a może jednak? Nie wiadomo jaka choroba może się czaić pod tak drobną przykrywką. Ciekawiła mnie jeszcze jedna rzecz. Co teraz wyprawiał Harry? Nagle usłyszałam melodię, oznaczającą tylko to, że ktoś próbuję się ze mną skontaktować. Odebrałam, przed tym patrząc kto do mnie wydzwania, w tak ważnej chwili. Harry.

○ Rozmowa telefoniczna ○
- Halo?- Odezwał się głos w słuchawce. - Sel, jesteś tam?
- Tak, tak- odpowiedziałam, wyrywając się z bezsensownych przemyśleń. - cześć. Po co dzwonisz?- Spytałam głupio, bo to przecież mój chłopak, może dzwonić kiedy chce. 
- Tsa.. Chciałem wiedzieć co z badaniami.- Odpowiedział. - I kiedy wrócisz. - Dalsza część jego wypowiedzi została wypowiedziana dużo bardziej entuzjastycznie. Podejrzane..
- Co ty kombinujesz, Harry?! - Krzyknęłam tak głośno, na ile pozwalała mi perspektywa i zaśmiałam się. - Czekam właśnie na wyniki. Tak a propos, to mógłbyś po mnie podjechać? Nie mam ochoty się wlec tramwajem.. - Burknęłam, czując jak ogarnia mnie senność, pewnie przez te nudy. Kiedy jestem z daleka od Hazzy zawsze tak mam. Po prostu z nim się nie da nudzić. 
- Oczywiście. To będę za jakieś.. - Tu zrobił przerwę, jakby zerkał na zegarek, za ile się wyrobi. - 30 minut. Pasuje? 
- Jasne. - Uśmiechnęłam się, dobrze wiedząc że chłopak nie może tego zauważyć. W tym momencie do sali wkroczył uśmiechnięty lekarz. Cóż, przynajmniej wiem że nie umieram na jakąś śmiertelnie groźną chorobę, no.. chyba że taka perspektywa go cieszy..- Muszę kończyć. Do zobaczenia.

○ Koniec rozmowy ○

 - Nie pozwalając chłopakowi na odpowiedź, przerwałam połączenie, podnosząc się z siedzenia i stając twarzą twarz z doktorem, który w ręku trzymał jakieś papiery.
- Proszę się nie martwić, jest pani zdrów jak ryba. - Uśmiechnął się do mnie, a mnie kamień spadł z serca. Wszystko ze mną w porządku.. a więc o co chodzi z tym wymiotowaniem? - Oczywiście jeżeli nie traktuje pani ciąży jako choroby. - Dodał po chwili, uśmiechając się jeszcze szerzej, a mi zrzedła mina. Zamarłam. To nie może być prawda..
- C..co? - Wydukałam, i opadłam na krzesło, czując że długo nie ustoję na własnych siłach.
- Jest pani w początkowym stadium ciąży. Stąd te wymioty. Proszę się nie martwić, to minię. 
- T.. to jest pomyłka.. - Wyjęczałam już przez łzy.. - To nie może być prawda! - Krzyknęłam, i jak na zawołanie człowiek przestał być taki zadowolony. 
- Hmm.. Wszystko wskazuję na to że jednak tak. Dla pewności może pani zrobić jeszcze test ciążowy. - Odpowiedział formalnym tonem, wyraźnie poirytowany moim dziecinnym zachowaniem. Ale cóż mi się dziwić?! Właśnie się dowiedziałam że zmarnowałam sobie życie! Że w wieku 18 lat zaszłam w ciąże! O matko.. to znaczy, że.. Harry jest ojcem.. to moja wina.. Gdybym nie miała tego głupiego pomysłu żeby się z nim pieprzyć wszystko byłoby w porządku, a ja wygrzewałabym się teraz na plaży na Hawajach! Wyleciałam z sali nie panując już nad emocjami. Szybko wleciałam do szpitalnej ubikacji, chcąc doprowadzić moją twarz do w miarę normalnego wyglądu, bo Harry nie mógł się dowiedzieć prawdy. Przynajmniej nie teraz. Nie w tej chwili. Po ok. 15 minutach wyszłam z pomieszczenia, już panując nad łzami i udałam się do wyjścia. Przechodząc przez próg tego nieszczęsnego miejsca, spostrzegłam nadjeżdżający właśnie samochód, który z pewnością należał do mojego chłopaka. Zapamiętałam trochę numeru rejestracyjnego, więc nie miałam co dłużej rozmyślać. Niezgrabnie wgramoliłam się do środka i musnęłam lekko policzek Harrego, traktując to jako przywitanie. Po chwili odiechaliśmy, a budynek szpitalny powoli znikał z zasięgu mojego wzroku. I dobrze. A idź czorcie jeden!
- I co? - Spytał nagle chłopak, wyrywając mnie z zamyślenia. Kompletnie nie przygotowałam się na takie pytanie. Moje myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół tego, że za 9 miesięcy będę matką. 
- Em.. No.. Doktor powiedział że to minię. Nie mówił nic dokładnie.. jakaś grypa żołądkowa po prostu. - Kłamałam. Kłamałam jak nic, by tylko nie ujawnić prawdy. Nie w takich okolicznościach. Nie teraz, nie dziś. Musze jeszcze to wszystko przemyśleć i co najważniejsze- Upewnić się że na pewno noszę w sobie dzidziusia, który teraz jest zapewne jeszcze płodem. Do końca drogi żadne z nas nie odważyło się odezwać. Ja miałam swoje powody. Ale Harry? Może zauważył moje zdenerwowanie i postanowił dać mi chwilę wytchnienia. Znając jego logikę to tak właśnie zrobił. To były przecież dla mnie ciężkie dni, mogłam być rozkojarzona, a przede wszystkim zmęczona. To w sumie racja. Jestem zmęczona. Zmęczona życiem, bo kiedy wszystko zaczyna się naprawiać, kiedy wydawało by  się że dążymy do happy and-u , to wszystko się psuję. Niebo spada w dół, obarczając nas swoim ciężarem. Wchodząc do mieszkania poczułam przyjemny zapach, który dochodził zapewne z salonu. Nie zważając na nic, ani na nikogo ( mam tu na myśli Harrego) poleciałam do salonu. To, co tam dostrzegłam, z pewnością pomogło mi chwilowo zapomnieć o dzisiejszych zdarzeniach. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, którym obdarowałam chłopaka, rzucając mu się w ramiona. Stół przyozdobiony był w przeróżnego rodzaju świece i
kwiaty. W pokoju panował pół mrok, co dodawało wszystkiemu nastroju. Na środku stołu znajdowały się różnego rodzaju sałatki i danie główne. Nieskazitelnie ułożone sztućce w ogóle nie pasowały do codziennego imagu chłopaka. Widać że się postarał, szykuję się romantyczny wieczór. Z mojej twarzy powoli znikał uśmiech, a umysł wkraczał do szarej rzeczywistości. Wtuliłam się w Harrego mocniej, tak, jakby miał to być nasz ostatni uścisk, po czym delikatnie musnęłam jego usta. Na 99 % jestem w ciąży, więc nie zdziwiłabym się gdyby chciał odejść. Powinnam mu na to pozwolić. Powinien się cieszyć z życia, aby choć połowa mojego serca była szczęśliwa. 


○Jeszcze nie jestem matką,
jeszcze nie jestem
naprawdę kobietą.
Drżę kiedy kołaczesz się we mnie
moje drugie serce,
innym rytm mego życia.
Zegar który od marca
ustanowi mi nowy czas
pozaeuropejski
Nasze serca przestukują się
ze sobą
moje głośniej
twoje dobitniej
Dwa ptaki niepewne
przyszłych lotów○


○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○○

TARADADAM! Mamy rozdzialik. Jeśli dobrze pójdzie, to dziś wstawię jeszcze 30 i epilog. Tak. To już praktycznie koniec tego opowiadania. Ale każdy koniec ma swój początek, więc spodziewajcie się nowego opowiadania. Miłego czytania!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 28

 Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób dorosłych. Proszę pominąć fakt, że sama nie mam 18-stki.

Wyszłam z wody, tym samym zostawiając Harrego w tyle, który nie raczył ruszyć się z miejsca. Wyglądał jakby.. zamarł. Minęła dłuższa chwila, kiedy wyszedł z wody, stając na przeciwko mnie tak, że nasze klatki praktycznie się ze sobą stykały.
- C.. co? - Czy Harry Styles się jąka? 
- Myślę że usłyszałeś. - Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, dodając mu trochę pewności siebie. Szczerze? Nie spodziewałam się takiej reakcji z jego strony. Musiało minąć kilka minut, aż zielonooki przetworzył informacje, a kiedy to zrobił na jego twarzy pojawił się uśmiech, wspaniale eksponujący parę dołeczków. Złapał mnie za rękę, szybkim  krokiem zmierzając ku hotelowi. W biegu, zdążyłam złapał nasze rzeczy, wylewając na nie przy okazji drinki. Już kilka minut potem znajdowaliśmy się w przytulnej sypialni. 
- Jesteś pewna? - Wydaje mi się, że wróciła mu już pewność siebie, i za chwile pewnie ukaże mi ten swój humorek. Niektórym może się wydawać, że jeżeli często czuję się skrępowana w jego towarzystwie, oznacza to, że nie jestem gotowa na tak poważny krok, albo że po prostu go nie kocham. Nie mają racji.  Zdążyłam się już przyzwyczaić do jego sprośnych komentarzy, jednak nadal wywołują one na mojej twarzy rumieniec. Kocham go całym sercem. Kocham te docinki, kocham jego loki, oczy i wszystko inne. Śmiało mogę przyznać, że jestem bezgranicznie, i na zabój zakochana w Harrym. Dlatego uważam że jestem gotowa. To on jest tym z którym chcę stracić dziewictwo, i najlepiej być do końca życia.
- Tak..- Wyszeptałam, pochylając się ku niemu.  Nie pozwoliłam mu na odpowiedź, zachłannie wpijając się w jego usta. Nadal byliśmy w strojach kąpielowych, więc chłopak nie miał problemu ze zdjęciem mojej góry. Mój oddech przyśpieszył. Nie tylko ze strachu, ale także z podniecenia, powoli formującego się w moim podbrzuszu. To nasza pierwsza intymna chwila, i musi być idealna. Trudno mi było pokonać wstyd, kiedy stałam już całkiem naga, pod przeszywającym smojrzeniem bruneta. Niegdyś zielone tęczówki, ogarnęła teraz ciemność, tak, że wydawały się niczym kamienie, co w sumie pasowało, bo jego wzrok skamieniał na moim delkoldzie. Chłopak, wiedzał że sytuacja nie jest dla mnie zbyt wygodna, bo w końcu wiedział, że żaden inny mężczyzna nigdy nie widział mnie nago, więc zbliżył się do mnie tak, że nasze twarze praktycznie się stykały i szeptał miłe słowa, które nieco rozluźniały panującą atmosferę. Nasze oddechy były szybkie. Jego, z podniecenia, a u mnie.. ze strachu na to, co za chwilę się stanie. 
- Jesteś piękna, Selena. - Wyszeptał, po czym wziął mnie na ręce, niczym pannę młodą i ostrożnie ułożył na łóżku, tak jakbym była porcelanową laleczką, która w każdej chwili może się potrzaskać.
Ułożył się delikatnie nade mną i powoli złączył nasze usta. Moje ręce ślepo błądziły po jego wyrzeźbiony torsie, kiedy jego pieściły moje piersi, wprawiając mnie tym w niesamowitą przyjemność. Nim się obejrzałam, chłopak pozbył się już swoich kąpielówek. Składał wilgotne pocałunki na moich ustach, szyi i piersiach, kiedy ja wiłam się pod jego intymnym dotykiem, który powodowały jego dłonie, błądzące po mojej kobiecości. 
- Gotowa? - Spytał, a ja praktycznie nie odebrałam jego słów, byłam we własnym świecie przyjemności, więc dopiero po chwili doszły do mnie jego słowa. 
- Tak. - Wyszeptałam, i już po chwili czułam go w sobie. Pierwsze co poczułam to okropny ból, który już po chwili przeplatał się z przyjemnością, aby kilka minut potem całkowicie ustąpić jej miejsca. Z moich ust wydostawały się ciche jęki, kiedy czułam coraz większe ciepło w dole brzucha.
- H.. harry.. - Szepnęłam, między jękami. 
- Spokojnie kochanie, jesteś bezpieczna.- Odpowiedział. - Dojdź dla mnie.

                                                        ♥♥♥
Obudziły mnie ciepłe promienie słoneczne, okalające moje nagie ciało. Wspomnienia z poprzedniej nocy powoli nawiedzały moją głowę, powodując nikły uśmiech na mojej zaspanej twarzy. Otworzywszy oczy, napotykając wzrok Harrego, który nieśpiesznie błądził bo moim dekoldzie.  Chłopak nie zdawał sobie sprawy, że już nie śpię, póki w akcie desperacji nie zabrałam mu całej kołdry, zakrywając nią nagie ciało. 
- Hej śliczna. - Usłyszałam jego poranny, zachrypnięty głos. 
- Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się delikatnie. Chciałabym już zawsze budzić się obok niego, choćby tylko dla tego, aby usłyszeć jego chrypkę, zobaczyć poburzone loki, które jakimś cudem po wstaniu same się układają, albo czuć go po prostu przy sobie. Bo kto lubi budzić się samotnie? No właśnie. Nikt. 
- Jak się czujesz? - Spytał.
- Jeszcze nie wiem. - Odparłam, zgodnie z prawdą. - Ale raczej dobrze. 
- Ok, to wstajemy, kochanie.- Wywlókł się z łóżka, okrążając je, i pomagając mi wstać. Szybko się podniosłam, co było dużym błędem, bo poczułam dość duży ból w okolicy podbrzusza. Zachwiałam się, po czym wpadłam w nagi tors Harrego. Teraz coś do mnie doszło. Oby dwoje byliśmy nadzy. W pośpiechu doczołgałam się do półki, i ubierając majtki, założyłam na siebie za duży t shirt chłopaka. Słyszałam jego śmiech, ale nie odważyłam się odwrócić. Mimo tej intymnej chwili, którą dzieliliśmy poprzedniej nocy, nie czułam się komfortowo oglądając go tak, jak go pan Bóg stworzył.
- Spokojnie kochanie, jestem już ubrany. - Usłyszałam jego melodyjny głos, po czym powoli zmieniłam pozycję, odwracając się w jego stronę. Teraz to ja zaczęłam się śmiać. Ta cała sytuacja wydawała mi się komiczna. Już po chwili usłyszałam Harrego, który zawtórował mi śmiechem. Podchodząc do mnie, uniósł mnie nad ziemie i wyszedł z pokoju, za co spokojnie mogę mu podziękować, bo nie byłam w stanie zrobić kroku. Posadził mnie na stoliku w kuchni, i przystąpił do robienia śniadania. Ach Harry..tak cię Kocham..
- Ja też cię kocham, słonko. - Zaraz zaraz.. ja to powiedziałam na głos?! Ups.- Co chcesz na śniadanie?
- Wiesz.. W sumie to nie jestem głodna. Trochę mi nie dobrze. - Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. 
- Dobrze. To szykuję się nudny dzień. - Zaśmiał się i wziął mnie na ręce. -  Choć, pooglądamy jakieś filmy. 



Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to też ni diabeł rogaty, ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze. Miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże ani całusy małe duże, ale miłość kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze.


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Tadaaam! No i nawiedziła mnie wena. Przyznam, ten rozdział nie był dla mnie łatwym zadaniem, bo.. ten.. No. nieważne. Mam nadzieje że się z podoba, i muszę z przykrością was powiadomić, że jest to jeden z ostatnich rozdziałów, ponieważ szybkimi krokami zbliżamy się do zakończenia.

 

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 27

" Kochać i być kochanym to tak jakby z obu stron grzało nas słońce"
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * 
Jeszcze wczoraj sądziłam, że najpiękniejszym widokiem na świecie jest zachód słońca. Dziś o poranku przekonałam się, jak bardzo się myliłam. Widząc, jak słońce wynurza się z głębin, aby z minuty na minute oświetlać szare otoczenie, zaparło mi dech w piersi. Ktoś, kto nie doświadczył jeszcze tego widoku, ( np. Harry, który zazwyczaj sypia do południa) może powiedzieć że nie ma między tymi widokami większej różnicy. Może i ma racje, ale jest w tym jeden, zasadniczy błąd, a mianowicie to, że kiedy słońce zachodzi, zapada zmrok. Świat pogrąża się ciemności, której wszyscy tak bardzo nienawidzą. A dzięki wschodzie, zaś, ludzkość ogarnia ciepło, miłość i światło. Wstaje nowy dzień, dzięki któremu ludzie zapominają o wczorajszych problemach i niedociągnięciach. I tak oto taka mała, niska ja próbuje dostać się do pułki ze szklankami, aby zrobić mojej, śpiącej jeszcze miłości kawę, która ma być czymś w rodzaju przeprosin. Nie wiem dlaczego, ale Harry od czasu, kiedy wczoraj wyszłam z łazienki postanowił mnie ignorować. Jego zachowanie jest naprawdę dziecinne. Jestem pewna, że chodzi mu tylko o tą głupią kąpiel, która miała być nasza wspólna, ale bez przesady, to przecież nic takiego. Kiedy wreszcie udało mi się dosięgnąć kubka, poczułam klepnięcie w tyłek, przez to zaskoczona upuściłam naczynie, które z hukiem roztrzaskało się o podłogę. Ah, czyli już się nie gniewa. 
- Harry! - Krzyknęłam zirytowana jego zachowaniem, lecz kiedy spojrzałam tylko w jego oczy, i zobaczyłam w nich ten błysk, który świadczył nie tylko o rozbawieniu, ale także miłości, którą w sobie skrywał, na moich ustach mimowolnie zagościł uśmiech. - Widzisz co narobiłeś?! - Zawtórowałam mu śmiechem i pochyliłam się by pozbierać stłuczone szkło, w czym zaraz pomógł mi zielonooki.
- Przepraszam kochanie. Nie mogłem się powstrzymać. -Uśmiechnął się odwracając wzrok w moją stronę, a ja udając, że tego nie usłyszałam, schowałam purpurowe policzki we włosach, i nadal zbierałam resztki potłuczonego naczynia.
- Lubię jak się przeze mnie rumienisz. - A to drań! Czyli zauważył.. Przez jego sugestywny komentarz moja twarz oblała kolejna fala gorąca, na co chłopak zaśmiał się,  z wyższością, oh, on wiedział że tak zareaguję..
- Zamknij się.. - Wymamrotałam i w akompaniamencie śmiechu  wstałam z podłogi i omijając bruneta wyszłam z pomieszczenia, udając się do sypialni, gdzie zamierzałam  przebrać się  w ubrania na co dzień . Włosy związałam w kucyka, którego końce pokręciłam lokówką. Na usta nałożyłam różowo-pomarańczową szminkę, pozwalając aby kontrastowała z czarnymi rzęsami, które pomalowałam maskarą przedłużającą. Na powieki nałożyłam jeszcze perłowy cień, i byłam gotowa. Nie wiem gdzie, ale byłam. Mówią przecież, że przezorny zawsze ubezpieczony, a ja wolałam właśnie taka być, biorąc pod uwagę to, że jeszcze nie tak dawno temu, biedny Hazza musiał czekać  kilka godzin aż się wyszykuję, a ja na swoje usprawiedliwienie miałam jedynie to, że jestem kobietą. 
- Gdzie się tak wystroiłaś, kochanie? - Spytał brunet, kiedy weszłam do salonu, a ja, siadając obok niego na kanapie, z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy postanowiłam trochę się z nim podroczyć.
- No jak to gdzie? Nie mówiłam ci? Umówiłam się na spotkanie, z jakimś przystojnym surferem.- Posłałam mu bezbronne spojrzenie i delikatnie się uśmiechnęłam.- Nie masz nic przeciwko, prawda?
- Oh, oczywiście że nie, droga wolna. Ja w sumie i tak nie miałem zamiaru siedzieć dziś w domu.
- A gdzie się wybierasz? - Spytałam, nadal brnąc w tą niedorzeczną konwersację, którą zresztą sama rozpoczęłam.
- Idę na imprezę z seksowną brunetką.
- Pyff.. Na pewno nie jest bardziej seksowna ode mnie.- Burknęłam i spięłam się na jego kolana.
- Oh, oczywiście że nie, zwłaszcza że ty i ona to jedna osoba. - Zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam.
- Surfer może poczekać.- Mówiąc to, wpiłam się mocno w jego usta, a palce wplątałam w ciemne loki.

                                                   ~*~

- Kochanie, nie powiedziałeś mi że to impreza nad basenem. Nie powinnam czasem mieć stroju kąpielowego?
- emm.. Zapomniałem. Zresztą możesz popatrzeć jak ja pływam- mrugnął do mnie, przez co po moim ciele przeleciały dziwne dreszcze. 
- O nie, słonko. Ja nie pływam, ty nie pływasz. Przykro mi. - Dobrze wiedziałam, że wcale nie zapomniał  powiadomić mnie o obowiązującym stroju kąpielowym, po prostu nie chciał. Chwilami nie pojmuje jego zaborczości, czyżby mi nie ufał? A może nie ufa ludziom w okół? Tak. Na daną chwilę to będzie moim wyjaśnieniem. Zajęłam miejsce przy jednym z leżaków i czekałam aż Harry wróci z drinkami.  Z uwagi na to, że impreza znajdowała się koło naszego hotelu, nie musieliśmy jechać autem. Było naprawdę wielu ludzi.  Niektórzy leżeli już pijani na ziemi, a inni dopiero przychodzili. Głośna muzyka uniemożliwiała podsłuchanie rozmów, co dla wielu znajdujących się tu ludzi było plusem, bo widząc ich nastawienie, i mimikę twarzy, z pewnością rozmawiają o sprośnych rzeczach. Myślami odbiegałam daleko od rzeczywistości, dopóki nie poczułam silnych ramion oplatających moją talię, a potem już tylko lodowato wodę. Harry. Zabiję go. Najpierw nie mówi mi o stroju kąpielowym, a później wrzuca mnie w ubraniach do basenu. I jak tu go zrozumieć?! Chwile potem, kiedy opanowałam już oddech, i chwyciłam się bezpiecznego rogu basenu, podpłynął do mnie kędzierzawy, którego mokre włosy nie były już teraz kręcone. Moja głowa zaczęła pulsować, od głośnego basu, a widok pijanych ludzi wokół nas przyprawiał mnie o obrzydzenie. Nie miałam ochotę na dyskotekę.
- Co to miało być?! - Starałam się zagłuszyć głośną muzykę tak, aby chłopak mógł mnie usłyszeć. Wzruszył tylko ramionami.
- Tak wyglądasz dużo lepiej. - Zmierzyłam się wzrokiem (jakkolwiek to brzmi) i obrzuciłam go pytającym spojrzeniem. Moja sukienka była cała pognieciona, włosy przestały się kręcić, a makijaż? Wręcz czułam jak spływa mi z twarzy. 
- Zmień dilera. - Burknęłam 
- Mówię prawdę kochanie. Dla mnie zawsze wyglądasz ślicznie. 
- Oh tak. Może powinnam udać miss mokrego podkoszulka? - Zaśmiałam się, a Harry zrobił skwaszoną minę.
- Może jak będziemy sami, słonko. Nie tylko ja jestem na ciebie napalony.- Moje policzki oblał róż, którego za wszelką cenę nie chciałam pokazywać.  To cały Harry. Widzę, że czerpie przyjemność z zawstydzania mnie, ale to jest właśnie jego rola, prawda? Miło mieć kogoś, któremu się podobasz, tym bardziej, kiedy ty kochasz te osobę. Przytuliłam się mocno do chłopaka, a ponieważ nogami nie dosięgałam do dna (w przeciwieństwie do niego) oplotłam je wokół jego torsu, kładąc głowę w zagłębienie między jego szyją a ramieniem. Woda była zimna. Naprawę zimna, w dodatku była już noc, a to w żadnym wypadku nie pomaga. Ciepło bijące od Harego, wręcz odurzyło mój umysł. Nie mam pojęcia ile trwaliśmy w tej pozycji, ale w pewnej chwili naszedł mnie ciekawy pomysł, który z pewnością zainteresuje zielonookiego. 
- Kochaj się ze mną. - Szepnęłam do jego ucha. Byłam gotowa.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

OSOBO! DODAJ SIĘ DO OBSERWATORÓW!!!

Cześć kochani :P
Przepraszam za tak długą przerwę, ale naprawdę wymęczyłam się z tym rozdziałem. Po prostu brak weny, i tyle :)) Jak sami widzicie szykuję się rozdział ...  Wiadomo, więc może minąć trochę czasu zanim się pojawi, bo będę mieć nie mały problem z jego napisaniem. Proszę o duuużo komentarzy i głosów w ankiecie. To naprawdę motywuję. Przepraszam że rozdział jest jaki jest, bo do najciekawszych nie należy, mam nadzieje że mi wybaczycie. 
Zapraszam na aska, na którym można zadawać pytania mi i bohaterom opowiadania: KLIKNIJ ABY PRZEJŚĆ NA ASK'A.
 

czwartek, 15 sierpnia 2013

POWIADOMIENIE!

No więc postanowiłam założyć sobie aska, na którym będziecie mogli zadawać pytania mi i wszystkim bohaterom. Zapraszam : ASK <-- kilk. Mam nadzieję, że te pomysł wypali, więc proszę się nie krępować i zadawać pytania. A teraz odnośnie nowych zakładek. Postanowiłam dodać nową opcję na blogu, a mianowicie możecie rozgłaszać tu swoje opowiadania. Wystarczy wejść w zakładkę ''zgłoszenia'' i po przeczytaniu regulaminu dać linka do swojego bloga, a także krótki opis. Nie będę dokładnie opisywała wszystkich reguł, bu wszystko znajdziecie w poszczególnych podstronach. Każde opowiadanie znajdzie się na kilka dni na stronie głównej pod napisem ''warto przeczytać'', po czym trafi pod zakładkę ''spis blogów''. No ale koniec o tym. Na koniec chciałam powiadomić wam o tym, że rozdział pojawi się kiedy będzie 15 komentarzy z waszej strony. Wiem przecież że potraficie, a z koro 40 osób czyta te opowiadanie, to chyba marne 15 komentarzy nie powinno być problemem? Zapraszam na swoje drugie opowiadanie, bo jest mi bardzo przykro z powodu braku komentarzy i małej ilości wejść:

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 26

                   KOCHAM WAS NOOO!!!                           


Wylądowaliśmy niedługo po rozmowie. Oczywiście jak dla mnie, ponieważ już kilka minut po tym, udałam się do krainy Morfeusza, zasypiając w ramionach Harrego. I tak boleśnie go do siebie przycisnęłam, za co przepraszałam go po przebudzeniu, a on tylko zapewniał, że nic się nie stało i tak pięknie mnie do siebie przytulił. Tak jak robiła to mama, kiedy miałam 6 lat. W ten uścisk włożył całą swoją miłość i troskę, tak jak ja, bo przecież go kocham, tak bezwarunkowo jak i on kocha mnie.

  
"Jeśli kogoś kochasz za jego urodę, to nie jest miłość, tylko pożądanie. Jeśli kogoś kochasz za jego inteligencje, to nie jest miłość, lecz podziw. Jeśli kochasz kogoś dla majątku, to nie jest miłość, ale zainteresowanie. Jeśli kogoś kochasz, i nie wiesz dlaczego, to jest prawdziwa miłość"

 Wychodząc ze złowieszczej maszyny nie poszliśmy do hotelu, bo jak powiedział Harry " gdzie w tym zabawa?" Miał rację. Nie jesteśmy przecież starym małżeństwem, aby wakacje przeżyć w pokoju. Więc szliśmy teraz w stronę plaży rozmawiając o wszystkim i o niczym, jednak moje myśli krążyły wokół tego zachodu słońca, który zaraz nadejdzie, a my możemy nie zdążyć na ten pokaz. Bo przecież wieczór nadchodził wielkimi krokami, a my małymi szliśmy przed siebie.. Przyśpieszając kroku i chwytając kędzierzawego za rękę ciągnęłam go za sobą, a ten tylko jęczał, że nie chce mu się iść tak szybko, lecz odpowiadając mu, że właśnie w takim tempie chodzą pomarszczone staruszki dorównał mi kroku, ba! On zaczął biec, a ja musiałam się z nim ścigać i tak aż do plaży. Tym sposobem mój plan zadziałał, i zdążyliśmy się pożegnać ze słońcem, które tak pięknie nurkowało pod wodę. Kiedy zniknęło już całkowicie, a wokół nas zapadła ciemność, odwróciłam się w stronę zielonookiego i musnęłam swoimi ustami,  jego spierzchnięte wargi. Kiedy chłopak nie odpowiadał, tylko dalej udawał, że wypatruje tego słońca, które już kilka minut utonęło w głębinach, chwyciłam lekko w zęby jego wargę i pociągnęłam dając sobie wstęp do środka, lecz kiedy Harry dalej nie odpowiadał na pocałunki, odsunęłam się od niego krzyżując ręce i robiąc groźną minę.
- Czy pan mnie ignoruje, panie Styles? - Mój głos wyszedł na bardziej urażony, niż miał, przez co potrząsnęłam głową, co na pewno wyglądało komicznie. 
- Jakże bym śmiał. - Uśmiechnął się , wreszcie odwracając wzrok w moją stronę ,a ja ucieszyłam się z tego bardzo, bo jeszcze chwila i pomyślałabym że zechce zanurkować, aby ratować te promienie, które jeszcze chwile temu tak pięknie grzały nasze ciała. 
- Oh, czyżby? - Spytałam podejżliwie, praktycznie tonąc w zielonych tęczówkach. - No więc ma pan mnie w tej chwili pocałować, panie Styles! - Krzyknęłam, z tak poważną miną, na jaką mogłam sobie teraz pozwolić. Harry znów się uśmiechnął, tak ładnie przy tym eksponując dołeczki, że i na mojej twarzy zagościł grymas zadowolenia. Zbliżył się do mnie o krok, tak, że prawie stykaliśmy się klatkami, i opuścił głowę, tak, aby popatrzeć w dół,  w prost na mnie. Bo w porównaniu do niego jestem bardzo niska, na tyle niska, że musiał się porządnie schylić, aby dotknąć swoimi wargami moich. Ułatwiając mu sprawę oplotłam swoje nogi wokół jego torsu i tak oto nasze twarze były na równym poziomie. Pocałunek z pewnością był przyjemny, na tyle przyjemny, że nie zauważyłam że brunet ciągle idzie przed siebie. Otwierając oczy, spostrzegłam, że jest już do kolan w wodzie. Odrywając od niego usta, wspięłam się wyżej, aby tylko ta lodowata woda nie dosięgła mojego, i tak już trzęsącego się ciała. Zaczęłam krzyczeć, bo Harry zaczął się zanurzać, przy okazji podtapiając mnie. Po kilku sekundach wyłoniliśmy się z wody, cali już mokrzy i zaczęliśmy się śmiać, patrząc sobie w oczy. Dalej nie odrywając od niego nóg, przytuliłam się mocniej, czując zimny wiatr okalający moje przemoczone ciało. Chłopak zaczął całować moją szyję, co chyba pomogło, bo momentalnie zrobiło mi się gorąco, a drgawki ustały.


"Miłość upiększa każde romantyczne przeżycie i usprawiedliwia każde szaleństwo."


- Głupek. - Westchnęłam, kiedy byliśmy już na brzegu. 
- Twój głupek. - Uśmiechnął się zawadiacko, a ja przytaknęłam, przyznając mu rację. 
- Co prawda to prawda. Chodźmy już kochanie, jest ciemno, i jesteśmy cali mokszy. Będziemy chorzy, mówię ci. 
- W porządku, tylko już się nie gniewaj. - Zaśmiałam się. 
- Nie jestem na ciebie zła, Harry. Tylko jest mi zimno.
- Aaa-  Uformował usta na kształt ''o" i przytaknął. - Zawsze mogę cie rozgrzać, jeśli chcesz. 
- Może innym razem. - Mrugnęłam do niego, a on zrobił zdziwioną minę.
- Używasz moich własnych trików kochanie, nie ładnie.- Zaśmiałam się.
- Kto powiedział że to twoje triki? - Droczyłam się z nim. - Koniec tematu. Bierz walizki i idziemy do hotelu, potrzebuje prysznica.- Chłopak westchnął wykonując moje polecenie. Już chciał odpyskować mi, zapewne jakąś cięta ripostą, kiedy postanowiłam jako pierwsza go z nokałtować. - I kto wie, słonko, może pozwole ci się przyłączyć. - Momentalnie zamknął buzię, i uśmiechnął się do mnie tajemniczo, jednak ja szłam dalej udając że nie widzę jego miny.

                                                       ***

- To naprawdę ładny pokój, nie musiałeś się tak starać.. - Westchnęłam, wchodząc do zarezerwowanego pomieszczenia i obserwując beżowe ściany, czerwone kanapy i meble, zapewne dobrej jakości, oraz piękny, wielki kominek w kącie pokoju. Całość dopełniały wielkie okna i tysiące małych obrazów, przedstawiających krajobrazy Hawaii.  Kiedy zwiedziłam już całe mieszkanie postanowiłam się udać na wcześniej wspomnianą kąpiel. Widząc, jak Harry zmierza w moją stronę przystanęłam i czekałam aż się zatrzyma.
- To co? Idziemy? - Wskazał na drzwi do łazienki.
- Oh, jasne. Ale jest taka mała zmiana. JA idę. Tylko ja. - Uśmiechnęłam się do niego złowieszczo.
- Ale obiecałaś! - Zabrzmiał co najmniej jak pięcioletni chłopczyk który nie dostał wymarzonej zabawki na urodziny.
- No cóż, kłamałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Czeeeeeść kochani!!!! Nie mam już wątpliwości, że będę dalej pisać te opowiadanie. Następny rozdział pojawi się jak będzie 10 obserwatorów.  Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJE ZA 4000 TYSIĄCE WEJŚĆ I ZA TAK DUŻĄ ILOŚĆ KOMENTARZY POD OSTATNIM POSTEM!!!


czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 25

         PRZECZYTAJ WPIS NA KOŃCU!!!     

- Dowiem się w końcu gdzie mnie zabierasz? - Spytałam Harrego robiąc oczy kota ze  Shrek'a.
- Ty nie odpuścisz, prawda?- Zaśmiał się, a ja energicznie zaprzeczyłam głową.- No więc przykro mi, ale ja dalej nic ci nie powiem. - Puścił do mnie oczko.-  Idź się spakuj, a ja pogadam z twoją matką. Chce jej powiedzieć gdzie jedziemy, kiedy wrócimy i takie tam.. - Wyglądało to tak, jakby chciał, żebym podsłuchiwała. To się zdziwi. Zaprzeczając sama sobie, grzecznie poszłam do pokoju, i wyciągając walizkę zaczęłam wkładać do niej ubrania. Robiąc to samo z biżuterią i kosmetykami uznałam, że jestem gotowa. Cichutko zeszłam na dół, słysząc rąbek rozmowy, który mówił, że  mama nie ma się o co martwić.
- Hej. - Weszłam do pokoju.- Już wszystko spakowałam. 
- To dobrze kochanie.- Harry uśmiechnął się do mnie, a ja spojrzałam na mamę, która widząc podchodzącego do mnie chłopaka, który pocałował mnie delikatnie w usta, po czym poszedł znieść walizki, spuściła wzrok, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Mamo.. co się dzieje?- Spytałam siadając obok niej na kanapie.
- N..nic.. p..po prostu ciesze się że jesteś szczęśliwa słoneczko.- Próbowała się uśmiechnąć, ale zamiast tego wyszedł jej nieprzyjemny grymas. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak dawno z nią nie rozmawiałam. Nie chodzi mi tu o taką codzienną, normalną rozmowę, tylko o taką, jak matka z córką.
- A.. a ty nie jesteś? - Spytałam przytulając ją mocno do siebie, co jak się okazało jeszcze wzmocniło jej szloch. A co jeśli nie była szczęśliwa z Lucasem? A co jeśli tylko wydawali się szczęśliwym małżeństwem? 
- Nie chodzi o to że nie jestem.. kocham Lucasa całym sercem, ale to nigdy nie będzie to.. co było z twoim ojcem kochanie.. j..ja.. kiedy was zobaczyłam.. tak bardzo przypominacie nas, kiedy byliśmy w waszym wieku..- Teraz już zaczęła porządnie płakać, tak jak zresztą ja. Wspomnienia o tacie nigdy nie będą dla mnie obojętne, bo po stracie jednego z rodziców nie łatwo się pozbierać. 
- Mamuś.. będzie dobrze.. Trzeba żyć teraźniejszością.. Nie wolno się załamywać, bo wtedy dopiero tracimy wszystko. Straciłaś męża, ja ojca, wiem o tym, ale musimy się z tym pogodzić i zacząć od początku. Zresztą już zaczęłyśmy. - Widząc mały uśmiech na jej twarzy postanowiłam ją trochę rozbawić. - No, ty w szczególności.. wiesz.. jak z Lucasem?- Mama zaśmiała się lekko z mojej wypowiedzi.
- Jest cudownie skarbie, no.. leć już do swojego chłopaka, bo pewnie czeka już przy aucie. Miłego lotu na.. - Tu przerwała.
- No.. mamo? Gdzie? Proooszę powiedz! - Wykrzyczałam, ale wtedy poczułam obejmowanie w pasie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam chytrze uśmiechniętego Harrego.
- Nic z tego kochanie. - Jęknęłam, a on złapał mnie za rękę i w akompaniamencie śmiechu mojej mamy wyciągną mnie na zewnątrz.

                                                 ***

- Nienawidzę samolotów- Jęknęłam wchodząc właśnie do jednego z nich.
- Spokojnie kochanie, masz mnie, zawsze możesz mnie przytulić. 
- W twoim śnie, Styles- Zaśmiałam się.- To gdzie lecimy? - Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że nadal tego nie wiedziałam. Kiedy mijaliśmy tabliczkę z państwem, do którego leci samolot, Harry zasłonił mi oczy. Naprawdę się starała chłopczyna, ale ja i tak w końcu musiałam się dowiedzieć.
- Hymmm.. A co będę z tego miał, jak ci powiem? - Uśmiechnął się tajemniczo i wbijał we mnie swoje zielone tęczówki. 
- Satysfakcję.. - Mruknęłam. - No powiedz że! Proosze! - Zrobiłam słodkie oczka.
- Jedziemy na Hawaje słońce. - Mrugną do mnie, a ja ''wleciałam'' mu w ramiona. Nie spodziewałam się nawet, że mógłby mnie tam zabrać. Ten wyjazd musiał być bardzo drogi, w takim razie wygrał pewnie sporo pieniędzy za pierwsze miejsce w wyścigu.
- Oh dziękuuje! Harry! Zawsze o tym marzy... - I w tej chwili przyszło mi do głowy, jedno wypowiedziane przeze mnie zdanie:

                                                          * Wspomnienie*



Kiedy weszliśmy do domu Harrego, chłopak zaczął delikatnie całować mój kark, błądząc rękami po całym moim ciele.
- Wiesz co ci powiem słonko?- wyszeptałam mu do ucha.- Marna ta twoja gra wstępna, chyba nic z tego kochanie.- Powiedziałam próbując się wykręcić, bo nie byłam gotowa na tak poważny krok, a poza tym, jedyne o czym teraz marzyłam, to porządna kąpiel i sen.- Następnym razem musisz się bardziej postarać. - Dodałam dla przekonania.
- Tak? A niby co mam zrobić. - zapytał ze zawadiackim uśmiechem, przez który moje ciało oblała fala przyjemności.
- Hymmm... no nie wiem.. Łóżko pełne płatków róż.. wyjazd na Hawaje..- zażartowałam. To dziwne, jak ten chłopak z jednej strony buzujący gniewem, z drugiej może być tak romantyczny, namiętny i.. mój.. Zdecydowanie wolałam te stronę Harrego, choć nie zaprzeczę, że podoba mi się kiedy staje w mojej obronie, zawsze i wszędzie.
- Da się zrobić. - powiedział ze śmiechem.


                                * Koniec wspomnienia* 

- Em.. no Harry.. ja nie wiem czy.. j.. jestem go..towa - Mój głos drżał, choć nie wiem dlaczego, bo przecież kochałam tego człowieka..
- Spokojnie, Selena.. - Uśmiechną się. - Do niczego cie nie zmuszam. Pomyślałem tylko że skoro wspomniałaś.. kiedyś.. o Hawajach, to pewnie chciałabyś tam kiedyś pojechać. - Nie powiem, ulżyło mi, jednak czułam, że ten wyjazd, w jakiś sposób wywołał na mnie presję. Nie wiem, czy jestem gotowa na tak poważny krok, ale przecież kocham Harrego.. więc nie mam nic do stracenia.. no.. może oprócz cnoty, ale w życiu trzeba ryzykować, chodź w tej sytuacji chyba nie mam czego. Bo on mnie nigdy nie zostawi, prawda?

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


No cześć :)) Nadszedł rozdział 25, i jak wspominałam wcześniej on zdecyduje czy dalej będę pisała tego bloga. No więc:
- Proszę pisać w komentarzach, czy mam go dalej prowadzić,
- Co mam w nim zmienić,
- Proszę napisać na ile procent ( w skali 1 na 10) wam się podoba.(opowiadanie, nie rozdział).
Przepraszam za zwłokę, bo rozdział miał pojawić się jeszcze wczoraj, ale jakoś nie potrafiłam sklecić sensownego zdania. UWAGA! Każda osoba, która to przeczyta, ma zostawić po sobie komentarz, bo jak wspominałam wcześniej, teraz zdecyduje czy dalej to pisać. Next pojawi się za 3/4 dni, bo chce dać wam czas na przeczytanie, bo wiadomo że nie każdy ma czas wejść jednego dnia.
 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 24

- A więc panie doktorze, kiedy będę mogła wrócić do domu?- Spytałam kiedy do sali wszedł mężczyzna ubrany w biały fartuch. Co najdziwniejsze nie zwrócił on nawet uwagi na Harrego śpiącego w dziwnej pozycji na stołku. 
- No cóż, panno Młodziejewska, myślę że zrobimy jeszcze kilka badań, i jeżeli wyjdą pozytywnie to spokojnie może pani wracać jutro w południe. 
- W porządku, dziękuję. Miłej nocy.- Uśmiechnęłam się przyjaźnie i z powrotem opadłam  na łóżko.
- Nawzajem. - Odwzajemnił uśmiech, po czym wyszedł. 
- Harry.. - szepnęłam ostro. - Harry wstawaj!- szturchnęłam go lekko w ramie, przez co spadł na ziemie cicho pochrapując. Głośno wypuściłam oddech z zaskoczenia i szybko wstałam z łóżka pochylając się nad nim.
- O Boże! Kochanie! Nic ci nie jest?- Dalej spał, co wydawało się być coraz bardziej irytujące, bo kto niby by się nie obudził po bolesnym upadku na ziemię? Usiadłam na nim okrakiem i dalej próbowałam wybudzić go ze snu, bo przecież nie mogłam pozwolić by całą noc spędził na podłodze. Nagle na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, i powoli otworzył oczy.
- Mmm, lubię jak dziewczyna jest na górze. - Przewróciłam oczami, słysząc że znów dopisuje mu ten jego charakterystyczny bad- boy'owski humorek. - Ale zazwyczaj wolę, jak jest na dole. - Nim się obejrzałam, leżałam pod nim przyparta do zimnych kafelek szpitalnej posadzki. 
- Oh Harry złaź ze mnie! Czy ty wszędzie musisz doszukiwać się tych głupich podtekstów?!- Jęknęłam - Ja chciałam cie tylko obudzić, bo zrobiło mi się żal kiedy spadłeś na podłogę..
- Sam spadłem?- Spytał i zmrużył podejrzliwie oczy.
- Tak?!- Próbowałam się wymigać.
- Kochanie, ja nie spałem kiedy był tu lekarz.. - Uśmiechnął się, a ja momentalnie się zarumieniłam. - No więc pytam jeszcze raz, sam spadłem?
- Eh.. no może ci pomogłam.. - Udawałam oburzoną. - Ale to nie zmienia faktu że masz ze mnie zejść!
- Oj nie ładnie kochanie, chyba będę musiał dać ci lekcję.- Powiedział a ja głośno przełknęłam ślinę. 
- Dawaj.. - Uśmiechnęłam się szeroko pokazując że się nie boję.
- Sama tego chciałaś. - Nim zdążyłam się do tego przygotować, jego ręce znalazły się na mojej tali,i zaczęłam swój taniec, wijąc się pod wpływem łaskoczących mnie rąk. - Przeproś! - Krzyknął ze śmiechem a ja tylko zmrużyłam oczy, próbując wyglądać poważnie, choć nie za bardzo mi to wychodziło, biorąc pod uwagę to, że kilka sekund po tym wydałam z siebie przeraźliwie głośny pisk.
- P.. przepraszam.. Harry! - Jąkałam się nie umiejąc opanować śmiechu.
- Co? Chyba nie dosłyszałem.. - Droczył się ze mną.
- No prze..przepraszam!- Czułam jak opadam z sił, tak jakby razem ze śmiechem odpływała moja energia. Kiedy wreszcie przestał mnie łaskotać, zsunęłam go z siebie kładąc się z powrotem na łóżko. Klepiąc miejsce obok , zaprosiłam Harrego do poleżenia ze mną. Kiedy objął mnie ramieniem, pozwalając bym czuła się jak w domu, postanowiłam wrócić do tematu który poruszył wcześniej. 
- Jaka niespodzianka? - Wyskoczyłam nagle. Harry tylko uśmiechnął się tajemniczo i wzruszył ramionami.
- Zabieram cię gdzieś. - Ahh teraz to naprawdę musiałam wiedzieć wszystko.
- Gdzie? 
- To już pozostanie niespodzianką, kochanie. - Szepnął i zamkną oczy w celu oddania się w ramiona Morfeusza, co chwile potem zrobiłam także ja, pogrążając się w spokojnym śnie, o którym już tak dawno marzyłam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No więc przepraszam że rozdział taki krótki, i szczerze powiedziawszy wiem że nie jest ciekawy. Pisałam go na szybko bo sprawy się pokomplikowały. Next jak będzie 4 komentarze :)
CZYTASZ= KOMENTARZ  

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 23 z dedykacją dla Adssa xx która mnie rozgryzła ;))

Otwarłam oczy. Wszędzie było biało. Czyżby niebo? Nie, to nie to. Nagle widok przesłoniła mi czyjaś postać. Spojrzałam w górę by zobaczyć roztrzęsioną mamę. 
- Obudziłaś się! - Krzyknęła na cały głos. Czyli żyje.
-E.. Hej mamo. Gdzie ja jestem? - spytałam cicho. Z moich ust nie umiał wylecieć żaden głośniejszy dźwięk.
- W szpitalu. - Usiadła obok mnie.- Ehh.. pamiętasz.. po tym jak..
- Pamiętam. - Przerwałam jej.- Ile spałam?- Wydawałam się spokojna, choć w duchu się trzęsłam.
- Jezu, kochanie.. byłaś w śpiączce przez 8 dni.- Powiedziała piskliwym głosem, jakby miała się rozpłakać.- D..dlaczego to zrobiłaś?
- Jejku.. mamuś.. to przez.. no.. Były wyścigi.. Harry brał udział.. i.. i miał wypadek.- Wyjąkałam
- Nie wygląda jakby był po stłuczce.. - Powiedziała cicho, jakby sama do siebie, jednak ja usłyszałam. Zmrużyłam oczy, nie wiedząc o co chodzi. Rzuciłam na nią pytającym wzrokiem.
- No Harry- powiedziała. - Nie ma żadnych ran. - Że co? Nadal patrzałam na nią w ten sposób. Mama westchnęła i po prostu wyszła, zostawiając mnie samą w zapleśniałej, szpitalnej sali. Po kilku minutach wróciła, a z nią.. Harry? Patrzyłam na niego tępym wzrokiem. W mojej głowi szalał teraz huragan myśli, których nie byłam w stanie opanować. Harry podszedł bliżej, a mama wyszła,mówiąc że zostawi nas samych.
- C..cześć kochanie.- powiedział drżącym głosem, jednak ja nie byłam w stanie odpowiedzieć. - Jeśli mogę cie tak jeszcze nazywać..- Czemu miał by nie móc?!
- H..Harry..- Próbowałam sklecić zdanie, jednak było to trudniejsze niż myślałam.- Jak.. ty..tu.. - jęczałam, a do moich oczu zbierały się łzy. Ale jakie  łzy? Szczęścia? Smutku? Zaskoczenia? Ja nie wiem. Powiedzmy że te łzy były suche, bez żadnym emocji. Widocznie mój organizm chciał w ten sposób odreagować.
- Przyjechałem z Londynu, jak tylko dowiedziałem się że jesteś w szpitalu.- Powiedział, ale tak to powiedział.. tak bez żadnych uczuć.  A czy mnie.. darzy jeszcze jakimś uczuciem?- Kochan... Dlaczego mnie zostawiłaś?- Wzrokiem uciekł gdzieś na ścianę, byle tylko nie patrzeć mi w oczy. Ale dlaczego tak patrzył zawzięcie na ten kawałek gruzu? Może jest ciekawsza on moich tęczówek? Tak. To racjonalne wyjaśnienie.
- J.. Ja.. myślałam- Wrócił na mnie wzrokiem. Ahh nareszcie mogłam bezkarnie wpatrywać się w te dwa cudowne zwierciadła.-  Bo.. ja myślałam że cie już nie ma.. po tym.. wypadku.- Wyjąkałam, i na siłę próbowałam znaleźć pomoc, w jego pięknych tęczówkach, koloru nefrytu. Jednak one teraz były po prostu zielone, blado zielone, bez żadnych emocji, przez co moje serce, gdzieś tam głęboko, w środku zakuło. Wpatrywałam się w niego a on ciągle uciekał ode mnie wzrokiem. Zamknęłam oczy. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Straciłam go, prawda? Bo teraz powinien mi to wszystko wytłumaczyć, albo chociaż chwycić moją dłoń. A w czystej desperacji, chciałabym zobaczyć choć nutkę zmartwienia lub zaskoczenia w jego oczach. A on tak po prostu siedział. Wlepiając wzrok w śnieżnobiałe ściany.
- Ja tylko straciłem przytomność Selena. Martwiłem się. Dalej się martwię.- Powiedział nie spuszczając wzroku z białego muru, bojąc się chyba że mu ucieknie. A tym czasem to ja mogłam uciec. Dobra, nie mogłam, nawet nie chciałam, ale należy mi się trochę uwagi, prawda? Bo przyjechał tu do mnie, a nie do tej cholernej ściany!
- Tak Harry. Widać że się martwisz. - Powiedziałam głosem całkiem poważnym, choć miało to brzmieć jak drwina. - Ale jak widzisz wszystko ze mną w porządku, czuje się dobrze, więc możesz już wyjść i pooglądać ściany w innym pomieszczeniu. - Powiedziałam nad wyraz spokojnie, co mnie bardzo zdziwiło, bo w środku byłam na prawdę zła. Wreszcie wlepił we mnie wzrok. W jego oczach widziałam zdziwienie, z czego się ucieszyłam, choć nie wiem czy to była odpowiednia reakcja. 
- J.. ja wiem że cie straciłem Sel.. ja wiem ż..że miałem tu być wcześniej z tobą.. ale myślałem że po prostu odeszłaś. Że nie chciałaś być z kimś takim jak ja.. bo ja na ciebie nie zasługuje Selena, wiesz o tym.. I..
- Po prostu mnie pocałuj idioto!- Krzyknęłam, ale nie za głośno żeby nie wparowała tu ktoś z dyżuru. Widać było że Harremu ulżyło. Widziałam to w jego oczach, które nie obserwowały teraz już tak zawzięcie tej białej ściany, którą chwile temu tak bardzo chciałam wyburzyć. Nasze twarze dzieliły centymetry. Zamknęłam oczy upajając się jego zapachem. Chwile potem nasze usta zamknęły się w delikatnym pocałunku, który co prawda był bardziej niecierpliwy, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało.
- Mam dla ciebie niespodziankę. - Wyszeptał po między pocałunkami. W jego głosie słyszałam pożądanie, ulgę, radość, a nie tę pustkę co chwilę temu. Bo można słyszeć pustkę, prawda?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Cześć kochani :)) Mi osobiście rozdział się nie podoba, ale przynajmniej jest jakiś weselszy. Proszę każdą osobę która to przeczyta o zostawienie komentarza, i jeżeli ktoś nie głosował jeszcze w ankiecie to prosiłabym o wzięcie udziału. 

                       8 komentarzy- Następny rozdział. 

PS. proszę każdą osobę która, chce mi pomóc o postaranie się choć trochę rozgłosić tego bloga, bo sama nie daję rady, choć bardzo się staram.